fotele biurowe |ulotki |strona www
„— Głośniej, głośniej! Nic nie słychać! — ryczy ze środka placu pan plutonowy.
Posłusznie wykonuję rozkaz, podnoszę głos, ale po chwili znowu wyciszam. Raz po raz wibruje więc w powietrzu gromkie „Głośniej, głośniej!"
Wziąłem na przetrzymanie, uparł się i plutonowy. To drę się wniebogłosy, aż uszy puchną, to znowu cichnę, przy akompaniamencie dopingujących okrzyków mojego dręczyciela. Tworzymy w ten sposób, ku niemałej uciesze widzów, swoisty duet wokalny. Pokonuję okrążenie za okrążeniem i nie zanosi się na koniec przedstawienia. Mam jednak łut szczęścia, bo przy którymś kolejnym okrzyku pan plutonowy gulgotliwie skiksował i czym prędzej odesłał mnie do koszar.
Ochrypłem pokazowo. Zgłaszam się do izby chorych. Lekarz, stary kapitan, nie zadaje sobie nawet trudu oglądania mojego gardła. Wręcza jedynie mały proszek, zaleca płukanie, wypisuje sześć dni zwolnienia ze śpiewu, pocieszając dobrodusznie
— Nic przejmujcie się. Od wrzasku nikt głosu nie stracił, bo gdyby tak było, to każdy z nas już jako pętak zostałby niemową.
Po dwóch dniach odzyskałem zdolność mówienia. Gardła oczywiście nie płukałem, w umywalni ciekła przecież z kranów lodowata woda. Plutonowy Tomek chrypiał znacznie dłużej i nawet kilka dni przeleżał w łóżku. Widać solidnie go zawiało na placu. Od tej pory nie przejawiał dalszego zainteresowania moim śpiewem.“(2)
Bet-At-Home |ogłoszenia samochodowe |odśnieżanie dachów
„— Głośniej, głośniej! Nic nie słychać! — ryczy ze środka placu pan plutonowy.
Posłusznie wykonuję rozkaz, podnoszę głos, ale po chwili znowu wyciszam. Raz po raz wibruje więc w powietrzu gromkie „Głośniej, głośniej!"
Wziąłem na przetrzymanie, uparł się i plutonowy. To drę się wniebogłosy, aż uszy puchną, to znowu cichnę, przy akompaniamencie dopingujących okrzyków mojego dręczyciela. Tworzymy w ten sposób, ku niemałej uciesze widzów, swoisty duet wokalny. Pokonuję okrążenie za okrążeniem i nie zanosi się na koniec przedstawienia. Mam jednak łut szczęścia, bo przy którymś kolejnym okrzyku pan plutonowy gulgotliwie skiksował i czym prędzej odesłał mnie do koszar.
Ochrypłem pokazowo. Zgłaszam się do izby chorych. Lekarz, stary kapitan, nie zadaje sobie nawet trudu oglądania mojego gardła. Wręcza jedynie mały proszek, zaleca płukanie, wypisuje sześć dni zwolnienia ze śpiewu, pocieszając dobrodusznie
— Nic przejmujcie się. Od wrzasku nikt głosu nie stracił, bo gdyby tak było, to każdy z nas już jako pętak zostałby niemową.
Po dwóch dniach odzyskałem zdolność mówienia. Gardła oczywiście nie płukałem, w umywalni ciekła przecież z kranów lodowata woda. Plutonowy Tomek chrypiał znacznie dłużej i nawet kilka dni przeleżał w łóżku. Widać solidnie go zawiało na placu. Od tej pory nie przejawiał dalszego zainteresowania moim śpiewem.“(2)
Bet-At-Home |ogłoszenia samochodowe |odśnieżanie dachów